O wszystkim (Reklama: ,)
Potem kontralt i baryton zaśpiewały smutną balladę o zmiennych losach poławiaczy merlinów i o kaprysach tych potężnych i nieuchwytnych ryb. - Flirtowaliście już wystarczająco długo, Lars, teraz ty i Olav zaśpiewajcie - zażądał w pewnym momencie męski głos z ciemności. Fala okrzyków i klaskania w dłonie poparła jego słowa. Uśmiechając się przyjaźnie, Lars skinął głową, dając znak komuś siedzącemu na lewo od Killashandry. Mężczyzna, który po chwili podszedł i stanął obok Larsa, musiał być z nim spokrewniony, ponieważ mieli podobne rysy. Chociaż twarz starszego była szczupła, pociągła, nos był identyczny, tak samo jak rozstawienie oczu, kształt ust i stanowczy podbródek. Żadnego z mężczyzn nie można by nazwać przystojnym, obaj jednak roztaczali wokół siebie niezwykłą aurę siły, stanowczości i pewności siebie, które ich wyróżniały. Zapadła pełna szacunku cisza i instrumenty rozpoczęły uwerturę. Killashandra miała dobrą pamięć muzyczną i wystarczyło, że raz usłyszała jakąś kompozycję, a zapamiętywała nie tylko motyw przewodni, jeśli był takowy, lecz także strukturę utworu. Gdy przestudiowała partytury bardziej szczegółowo, znała kompozytora i kolejne wykonania, poszczególne aranżacje, jakie otrzymał utwór w przeciągu lat, wiedziała też, który ze Stellarów i gdzie je odtwarzał
